piątek
Fakt mojej wielkiej niechęci do gatunku ludzkiego znany jest wszystkim moim przyjaciołom. By dane było się przekonać wszystkim, że JEST COŚ NA RZECZY, a niechęć nie jest przypadkowa, proponuję mini serial w odcinkach, o tytule (jak w tytule) WHY DO I HATE PEOPLE? Na szczęście mam pracę taką a nie inną, więc mogę brylować licznymi przykładami (choć jak dobrze pójdzie nie popracuję tam już długo).
Odcinek Pierwszy: Przygody nieznośnego Wafelka.
Dzień: niedziela, siódmy dzień tygodnia, przeznaczony na pobożne spędzanie czasu w gronie bliskich i generalne lenistwo w zaciszu domowym. Nie wszystkim jest taka przyjemność dana, i tak niżej podpisana utkwiła za ladą w domniemanym przybytku zła i rozpusty.
Człowiek do nienawidzenia: Pani czarnulka, 90 kilo żywej wagi, ciuszki rodem z dolcze i gabana, włos zaczesany i lśniący niczym po zaaplikowaniu wazeliny.
Ja: Dzień dobry! Słucham Panią?
Pani: Poproszę loda w wafelku z polewą czekoladową. I proszę podwójny wafel, bo te wasze lody zawsze się przetapiają!
(wkurw numero uno, niezależny od pani: nie potrafię ładnie używać maszyny do lodów, zawsze wychodzą mi farmazony okrutne, których nikt z poczuciem gustu jeść nie powinien- ale to nie wina pani, więc uśmiecham się miło w dalszym ciągu)
Nabijam na kasę. Jak mi przykazano- wafelek jako dodatek, złotówka więcej na paragonie.
Ja: 4 złote
Pani: JAK TO?! W TAMTEJ RESTAURACJI NIGDY NIE LICZĄ MI WAFELKA OSOBNO!
Ja:... (w wolnym tłumaczeniu: To idź se gruba k.... do innej restauracji)
Z wielkim trudem biorę wafla, kręcę loda, leję czekoladą. Wyciągam drugiego wafla, podaję pani, uśmiecham się przyjemnie, a ona na to:
Pani: Ten wafelek jest pęknięty.
Patrzę- Maleńka rysa, ledwie dostrzegalna gołym okiem (jej- nie moim, ja jestem ślepa jak kret).
Wymieniam. A co się będę rzucać.
Pani: Proszę pani, ten wafelek jest jakiś taki ciapaty!
Ciapatość nie jest terminem mi znajomym, spoglądam więc na idealny wafel ze wszech stron, i nie mogę w nim dostrzec niczego nietypowego. Ale skoro klient stwierdza ciapatość wafelka, wafelek musi zaiste ciapatym być. Więc sięgam po raz trzeci, wyjmuję kolejne cudo i podaję.
Pani: A ten z kolei jest uszczerbiony.
Uszczerbiony był- jak co drugi wafel w którym serwujemy lody. Tak je produkują, takie się rodzą, więc takie otrzymują je klienci. Ja się urodziłam ślepa, a jakoś rodzice mnie 5 razy nie wymieniali.
Uśmiecham się więc słodkim uśmiechem nr 5 rodem z American Psycho, i podaję ostatni z wafli w skrzyneczce:
Ja: A ten może być? Nie ma rys, uszczerbień i nie grzeszy ciapatością? Dziękuję, zapraszamy ponownie i do widzenia!
Pani stoi w osłupieniu i macha głową sygnalizując mi, że już do nas nie przyjdzie.
Koniec odcinka pierwszego.
0 comments:
Prześlij komentarz