czwartek

W Opolu naprawdę żyją ludzie. Do tej pory wątpiłam jakoś w słuszność tego stwierdzenia. Może dlatego, że do tej pory, mało kiedy ich spotykałam. Miasto żyje w pewien określony sposób- przy pomocy ludzi, którzy w nim mieszkają. Łączą się podczas określonych wydarzeń- koncertów, przemówień, tego typu rzeczy. Do tej pory, Opole było dla mnie martwe. Przykład: Dni Opola. Występ zespołu News. Tak-tak. Tego zespołu, który dał mi przyjemność ponownego zobaczenia na scenie Kuby Kęsego. Tylko dlatego udało mi się zobaczyć jego występ, bo zabrakło nam piwa, i zainteresowała mnie muzyka na rynku. Pomyślałam sobie: biedny zespół, grają na zimnie, męczą się i produkują, a słucha ich tylko ich rodzina i znajomi. Więc podeszłam do tej grupki może dwudziestu osób, które pojawiły się na Dniach Opola. Smutne. Ale teraz, w sylwestra, naprawdę poczułam, że mieszkam w mieście, które wciąż żyje i wciąż ma coś do powiedzenia. Rynek był naprawdę pełen ludzi. Różnych ludzi- starych, młodych, różnych. Wróciłam do domu w stanie lekkiego szoku, myśląc sobie, że jest jeszcze coś wartego podtrzymania, skoro życie może nas zadziwić w najmniej oczekiwanym momencie. So anyway, hello year 2009, hope you don't fuck me up:)

0 comments: