sobota

Dziś będzie o komunikacji. A raczej o przerażającym jej braku. Tak sobie myślę, żyjemy przecież w epoce, w której środki komunikacji i przekazu osiągnęły przerażająco wysoki poziom. Mimo tego, ta prosta przecież czynność zdaje się nam uciekać. Przykład: moje wspaniałe miejsce pracy. Przed przerwą świąteczną w zeszycie próśb i żądań poprosiłyśmy z koleżanką D. o wolne do dnia 5 stycznia. Grafik tworzy się u nas z wyprzedzeniem 1 tygodnia. I tak na tydzień 22-28 XII nas nie wypisano. Doszłyśmy do optymistycznego wniosku, że prośbę rozpatrzono przychylnie- wszak był to nasz zwykły tydzień pracy, a nas nie wypisano. I tak tknęło mnie coś wczoraj i zadzwoniłam do naszej wesołej placówki. I co się okazało? Miałam wczoraj być w pracy. Oddalona o 100 km nie miałam chęci i możliwości tam się zjawiać, więc powiedziałam naszemu miłemu menadżerowi personalnemu, że no niestety, ale "no go". Menadżer jak zwykle miły i przyjemny powiedział mi, że nie ma sprawy, zapisze wszystko w rozkładzie grafiku i nie ma problemu. Pełna dobrych myśli i nadziei na owocną współpracę w tym 2009 już roku odłożyłam telefon. Telefon, który dziś rano zadzwonił do mnie z pytaniem: czemu nie jestem w pracy? I tak, okazało się, że mój wspaniały personalny (choć z racji samej funkcji pewne przymioty mieć powinien) nie dotrzymał danego słowa i nic nie zaznaczył na grafiku. Kierowniczka zmiany nie została poinformowana. I tak, z jej ust dobył sie pełen poirytowania odgłos, oznaczający: "personalny miał załatwić?" i odłożyła biedna słuchawkę. Bo cóż innego miała zrobić? A przecież mogłoby być tak pięknie, gdyby komunikacja nie zawodziła. Gdyby pan personalny zapisał na grafiku, gdyby dał mi numer do kierowniczki zmiany, gdyby cokolwiek. I to dotyczy nie tylko mojego miejsca pracy (które, swoją drogą, byłoby nieziemskim obiektem badań psychologicznych). Ileż to kłótni ma miejsce przez ten sam powód? Ile ludzi co dzień marnuje tak cenne jednostki tlenu, by wydzierać się na kogoś, kto o czymś ich nie poinformował? Co takiego jest w nas, ludziach, że tak panicznie boimy sie pani komunikacji, omijamy ją jak tylko się da, zbywamy uśmiechami i potakiwaniami. New years resolution: talk. communicate. tell them what's wrong!

0 comments: