piątek
Spotkałam dziś dobrego kolegę z gimnazjum. Nie widzieliśmy się dwa lata i osiem miesięcy- ostatni raz na mojej osiemnastce. Kosmos. Rozpoznałam go z pewnym trudem, co już jest pewnego rodzaju masakrą. Siedziałam niedaleko niego przez prawie trzy lata, należeliśmy do jednej "paczki" a teraz musiałam się wpatrywać w jego twarz jakieś dobre pięć minut, nim skojarzyłam, że on to w istocie On. Pogadaliśmy trochę o tym co się wydarzyło w naszych życiach. Bardzo zadziwiające to jest: pytanie "co tam?". Kiedy zadaje mi je na przykład Paweł, z którym praktycznie mieszkam, zaczynam wylewać wszelakie żale i radostki zebrane w danym dniu. Rozwodzę się nad codziennością, czasem zahaczam o tematy z wyższej półki, informacje wysłyszane w radiu, wyczytane gdzieśtam. Rozmowa toczy się sama, bez jakiegoś szczególnego wkładu z konkretnej strony. Ale gdy słyszę je z ust kogoś, z kim nie widziałam się jakiś czas, słowa uciekają z przestrzeni. Pozostaje mi odpowiedzieć głupio i jakże niedbale: wszystko w porządku, po staremu. Bawię się myślą, by kiedyś komuś wylać całe lata nieobecności. Bez pomijania procesów myślowych, wolnej ewolucji charakteru i całego tego kramu, który lubię nazywać moją świadomością. Z drugiej strony, kto spodziewa się usłyszeć cały wywód na temat życia człowieka, z którym kontakt nam się urwał? Tak, dopuściliśmy do tego, co się stało to się nie odstanie. Lubimy tę osobę, jest nam droga, ale w kontekście danego okresu czasu w historii naszego życia. Jesteśmy teraz zupełnie innymi ludźmi. Ciężko wkleić tę osobę do całego kontekstu, kosmosu znaczeń. Dziwne uczucie- zauważać jak ten proces odklejania sie od osoby zachodzi na naszych oczach. Mam teraz w moim życiu ludzi, którzy dryfują gdzieś dalej. Widzę jak maleją mi na horyzoncie, niedługo będą tylko maleńkimi punkcikami. Widzę to, ponieważ kiedy pytają mnie: co tam? coraz trudniej mi odpowiedzieć na to pytanie. To chyba najlepszy wskaźnik zależności, jaki istnieje.
0 comments:
Prześlij komentarz