sobota
Ze smutkiem zauważam oderwanie od korzeni. Pod względem własnych upodobań i wyborów. Na przykład, kiedyś byłam gigantyczną fanką horrorów wszelkiej maści. Do dziś kocham Żywe Trupy, i wszystko to co ze sobą niosą, ale zauważam, że od wielu wielu miesięcy nie widziałam niczego, co by mnie zachwyciło w tym gatunku. I właśnie wniosek pierwszy- albo się zmienia mój gust i upodobania, albo (i tutaj wniosek drugi) kino tego gatunku zeszło tak nisko, pod względem poziomu. Obie odpowiedzi są smutne:)
Istnieje pewna bardzo paradoksalna pułapka rzeczywistości. Nie lubię ludzi, którzy z wyrachowaniem lubują się w rzeczach powiedzmy "ambitnych" i obnoszą się ich znajomością. Ale z drugiej strony, sama lubię po nie sięgać. Lubię z wielu powodów- nie tylko dlatego, że interesuje mnie ich treść, ale także i dlatego, że kiedy sięgam po nie i get thet lovin' feeling. Więc sama wpadłam w pułapkę rzeczy ambitnych i powinnam się wychłostać silnie i oczyścić i zanurzyć w jakimś bezbolesnym szicie:)
A dziś powracam do mojego domniemanie złego i rozpustnego miejsca pracy. 11 days to Christmas, be sure to use them well.
0 comments:
Prześlij komentarz