poniedziałek

Poprzewracane chciałoby dziś odnotować pewne zjawisko, które w sposób bardzo znaczący stało się punktem początkowym i końcowym pierwszego roku moich studiów. Otóż, w październiku, będąc uroczym pierwszoroczniakiem, bez cienia wiedzy o tym dokąd zmierzam i po co, udałam się z moją tzw. ekipą na zajęcia z ruskiego. Zatrzymaliśmy się przy sklepie, by zakupić zestaw niezbędny do przetrwania 2,5h z panią I. Batoniki i Kubuś. Tak, Panią I. uważam za w pełni odpowiedzialną za zniszczenie mojej nigdy nieistniejącej figury. Patrzymy, patrzymy.... a tu.... idzie sobie przedszkole. Niby zwykłe, normalne przedszkole. Tyle że, to przedszkole, było na SZNURKU! Dzieciaczki sobie szły uroczo trzymając w rączkach sznurek. pochód zamykały panie przedszkolanki. Kiedy w zeszły czwartek, wracałam sobie z P. z dziekanatu, dane mi było zobaczyć to samo zjawisko, tyle, że zamiast sznurka-zwykłego-sznurka, dzieci trzymały wspaniałego, wielokolorowego węża. Nie tyle nawet trzymały, co miały ręce w kieszonkach specjalnie wyszytych w tymże zwierzęciu.
I teraz taka zagadka- czy nasze młode zaczęliśmy traktować iście po zwierzęciu? Czy trzeba je prowadzić na sznurkach/wężach, by postępowały zgodnie z naszą wolą? Jest w tym coś uwłaczającego, nie ważne jak na to wszystko patrzeć. Słodki pomysł, nie powiem. Ale czy gdyby i mnie było dane tak egzystować, byłabym taką samą osobą? Pomysł na pracę magisterską: wpływ sznurka na wychowanie dzieci. czy smycz pomaga w kształtowaniu charakteru?
1 comments:
monroe/ eee spoko luz, to tylko dla bezpieczensta, a na bank lepszy kolorowy wąż, niz zwykly sznurek, ktory sie moze roznie kojarzyc :] a taki waz w niczym chyba dzieciom nie uwlacza, nie beda go pamietaly po opuszczeniu przedszkola, a nawet po powrocie z wyprawy, podczas ktorej waz byl uzywany :)
pozdrrawiam!
Prześlij komentarz