czwartek
Opole odżywa nieznacznie w czasie festiwalu. Mieszkając o rzut kamieniem (przez osobę rzucającą marnie) od amfiteatru, mogę stwierdzić to z całą pewnością. Od kilku dni całe dnie przemijają nam muzycznie. Choć występujący na Festiwalu artyści jakoś szczególnie mnie nie powalają (zdecydowanie bardziej wolę tych występujących w ramach Off Opole), z niekłamaną przyjemnością słuchałam po pięćdziesiąt wykonań w ciągu dnia znanych mi z radia przebojów. Można się wiele dowiedzieć o polskich artystach. Jak wspominałam, Tatiana Okupnik w swoim gigantycznym hummerze lubi blokować sobie polskie miasta, psując swoim wizerunkiem wyklejonym na tymże czołgu nawet najbardziej udany dzień przypadkowych przechodniów. Doda prób nie potrzebuje, za to przekonana jest, że jej zespół i owszem, dlatego podczas planowanych prób można usłyszeć tylko wersje instrumentalne jej piosenek. Beata Kozidrak z wielkim przekonaniem wyśpiewuje tekst, że chyba jest z nią coś nie tak, i nikt za bardzo nie protestuje, że może być inaczej. Łukasz Zagrobelny skutecznie zagłusza Ewelinę Flintę, a w dodatku potrzebuje miliarda powtórzeń tej samej piosenki. Ileż można śpiewać, że ktoś tam ma nie kłamać, że kogoś tam kocha?
Bilety wyprzedano już dawno. Z przygotowanej puli 1000, pierwsze trzy osoby wykupiły 600 biletów. Tak, to właśnie jest nasz kraj.
A co robi Miasto? Walczy z komarami. A i dobrze. Może dane mi będzie spać przy otwartym oknie? Link do artykułu z wyborczej
Co ciekawsze kąski:
W czwartkowy i piątkowy poranek pod amfiteatrem rozegra się prawdziwa batalia z komarami. Na krwiożercze bestie skarżyli się organizatorzy festiwalu, a nawet artyści.
Nie ma siły, jeżeli w amfiteatrze pojawi się kilka tysięcy osób, to na pewno przyciągną komary. A Odry przecież nie przesuniemy - dodaje Motta.
0 comments:
Prześlij komentarz