piątek

Ostatnio miałam okazję przekonać się, jak ważna w życiu jest siła przebicia i umiejętność wykłócania się o swoje. Sprawa oczywiście jest związana z jutrzejszym weselem mojego brata. Postanowiłam dać nowożeńcom prezent w postaci ich wspólnego zdjęcia z Pragi, wykonanego nocą, na moście, z dołączonym do niego cytatem z Fredry. Poszłam do fotografa w pięknym mieście Opolu, pan spojrzał na zdjęcie i powiedział:
- hmm... chce pani to rozjaśniać? Bo jak rozjaśnimy to wyjdą smugi na twarzach i będzie to może dziwnie.
No to yours truly odpowiedziała, że nie chce rozjaśniać. Następnego dnia odebrałam zdjęcie na którym prócz jasnych lamp budynków za wodą, widać tylko biały napis na czarnym tle. Poszłam do jedynej osoby, która umie się tak naprawdę wykłócać, by wsparła mnie w projekcie "naprawy" zdjęcia.
Wchodzimy, mówimy, że zdjęcie jest za ciemne. Pan na to:
- Ale ja się panią pytałem czy rozjaśniać!
Na szczęście siła przebicia P. udzieliła mi się właśnie w tym momencie, powiedziałam panu, że zdjęcie jest nie do przyjęcia i zapytałam go filozoficznie, czy chciałby dostać taki prezent ślubny, czyli biały napis na czarnej plami i dwa cienie trzymające się w objęciach. Nie odpowiedział. Po namyśle powiedział, że zdjęcie poprawi. Po dwóch dniach mogłam odebrać prezent, który NAPRAWDĘ chcę dać mojemu bratu i jego żonie. I wiecie co? Nie ma żadnych smug. Rzecz w tym, że gdyby nie P., nie poszłabym do fotografa po raz drugi. Naprawdę głupio mi się wykłócać o rzeczy. I wniosek jest taki, że nie ma że boli- trzeba się wziąć w garść i prosić odważnie o to, co nam się należy.

Tego samego dnia, kupiłam antyramę do zdjęcia. I co? Bez dwóch zaczepów. A ja bez paragonu. Ale i tym razem natchnienie P. popchnęło mnie do działania. Pani wymieniła, sprawdziła na miejscu i jest.
A tak? zostałabym z czarną plamą w zepsutej antyramie. How sweet is that.

0 comments: