niedziela

Powróciłam do domu na całe 3 tygodnie. Tak to, mili goście, okazało się, że na tak wyimaginowanym kierunku jak język biznesu nie ma nawet sesji. To znaczy, nawet i są egzaminy, ale zdaje się je przed sesją i nie wymagają większego nakładu nauki. Tak to zaliczyłam pierwszy semestr i jestem w punkcie 0.1. I teraz można myśleć co dalej ze sobą począć. Ale tyle o szkole, temat to nudny i monotonny.
--- --- --- ---

Co mną wstrząsnęło ostatnio, i to tak zupełnie bez przyczyny. Umarł Heath Ledger. Nie wiem dlaczego, ale świat wydaje mi się być o wiele gorszy bez niego na jego powierzchni. To takie dziwne. Nie wiem dokładnie jak to wszystko można wyjaśnić, ale chyba najlogiczniej mogę to opisać tak: kiedy byłam młodsza, wymyśliłam sobie idealnego chłopca mojego. I był nim Patric Verona z filmu "10 things i hate about you". Po prostu najidealniejsza z wszystkich idealności, do tego piękna pieśń, którą wykonał dla filmowej Kat:


I czytając teraz o jego śmierci, miałam takie głupie wrażenie, jakby odszedł mój dawny ukochany, ktoś kto wpił się w moje życie beznadziejnie i na długo, i choć w nim już nie jest [na dobrą sprawę: NIGDY NIE BYŁ!] pozostaje wielki żal.

weri macz żałosne. ale nie poradzę. spędzam więc sobotę na oglądaniu jego filmów.
Dla fanów wyżej wymienionego i ogólnie koneserów dobrego aktorstwa, sławny Kiss:



"Śmieszny" epizod związany z śmiercią Heatha, żarcik fonetyczny właściwie:
pani magister: p.m.
ania: a.

p.m.: a właśnie umarł niedawno ten cały, kim ledża... tak się nazywał?
a. : chyba hif ledżer pani magister
p.m.: co? na hif? no cóż, tragiczne ale coraz częstsze tam w usa.
a. :?!?!?!

i love you baby, and if it's quite all right, i need you baby to warm my lonely night

1 comments:

Anonimowy pisze...

no tak :) hif był wspaniały. ale ejdż aj wi to już w ogóle mnie rozbiło :) pozdrawiam