niedziela
Cholernie dziś relacje z ludźmi są usztywnione. Skonwencjonalizowane. Na przykład- poznaje się kogoś, i pytania bardziej osobiste odpadają. Trzeba się trzymać danego schematu rozmowy- zacząć od wielkiej ogólności, przejść przez falę bardziej szczegółową, aż rozmowa osiądzie na bezpiecznym kursie sztuka/kultura/rozrywka. Wtedy wszystko jest wspaniale. Ewentualnie, można od czasu do czasu odbić na wyspy pracy/studiów/szkoły. I jeszcze- pilnować się trzeba, by przypadkiem nie zacząć śpiewać z pieśnią którą się kocha, czy też nie wykrzykiwać rzeczy zbyt głośno. Chce mi się większej swobody. Takiego tańczenia do 'Crazy' Aerosmitha i nie bycia za to ocenianym. I jeszcze chcę móc się pytać o co chcę. I nie otrzymywać w zamian dziwnych spojrzeń.
Podczas licealnego spotkania, kolega B. podsunął wspaniałą myśl. Studia są czasem spełniania pragnień, więc spełniajmy pragnienia swoja najskrytsze, póki czas, póki czas!
Zaczynam od tego tygodnia.
w głośniku dziś nowy radiohead, z polecenia U. Senkj-U.
2 comments:
mozna tez zaryzykowac bycie postacia ekstrawagancka i bezpardonowo pytac o wszystko, cokolwiek chce sie wiedziec - najwyzej nie dostanie sie odpowiedzi :P
ja od dluzszego czasu tj.gdy moja świadomosc wzrosła w zakresie roznych spraw i rzeczy, dochodze do tego samego wniosku co ty. i bardzo czesto, gdy przypadkiem komus 'wymsknie' sie cos emocjonalnie nacechowanego, cos osobistego i wrazliwego, od razu jest takie zaklopotanie, niezrecznosc. a w zasadzie czemu? gdyby wszyscy ludzie zaczeli o tym rozmawiac,odkryliby wiele pokrewnych dusz :)
pozdrawiammm :*
Prześlij komentarz