piątek
Bardzo sesyjnie się zrobiło. Układamy sobie z D. plany dnia, żeby ściśle trzymać się nauki, żeby zdążyć do wtorku wszystko popowtarzać. Praca, niby natrętna wysypka wciąż i wciąż wpisuje nam się we dni- dziś parę godzin, w niedzielę parę godzin. Klienci kupują big maki, rybki serki a ja nabijam gorączkowo na kasę. Przebrałam stan kasetki, pieniądze mi się wysypywały, ale trzeba napędzać machinę dalej, ot kapitalizm w czystej postaci. Nasza kochana menadżerka zmienia pracę. Smutno- przyzwyczajasz się do czyjejś obecności, myślisz, że tak będzie już "zawsze" i wszystko się zmienia. Szybkość wydarzeń mnie smuci.
Subscribe to:
Komentarze do posta (Atom)
0 comments:
Prześlij komentarz