sobota

Dziś się rozpłaszczyłam. Totalnie i absolutnie. I trzeba będzie mnie napompować, tak bym jutro mogła wrócić do Opola. A co za tydzień? EGZAMIN. Śmierdzący OiZ (no dobra, ma to trochę sensu), śmierdzące panie, które umiłowały ubieranie się w określonych paletach kolorystycznych (no dobra, pani jest mądra i dużo osiągnęła), śmierdzące opole (no może nie śmierdzi i bywa przyjemne), śmierdząca ja (a myłam się wieczorem). Póki co: rozpłaszczania ciąg dalszy, zapraszam chętnych na reanimację.

1 comments:

Anonimowy pisze...

Hm, jak to jest, że śmierdzi właśnie to miasto, w którym się studiuje, a nie żadne inne? ;) Myślę sobie, że może w Opolu ożywiałaby mnie bliskość mojego ukochanego Wrocławia.
Co śmierdzi w Opolu? Bo w Krakowie śmierdzące są gołębie. I Wisła.