niedziela

Większość ludzi wie już o moim śnie o Islandii [ew. samej górze Szkocji, czy tam Norwegii], albo Kanadzie. Nie chodzi o jakieś konkretne państwo, choć Kanada byłaby najrozsądniejsza pod względem języka. Chodzi o to, żeby tam było zimno. Lubię zimno. Gdziekolwiek by to nie było, musi to być miejsce, gdzie większość czasu chodzi się w swetrach, i gdzie nie można się opalać leżąc plackiem w bikini. Mieszkałabym sobie w tym zimnym kraju, najlepiej nad samym oceanem, w domku, który wyglądałby jak ten na zdjęciu. W najlepszej z wizji, mieszkałabym z kimś. Z mężczyzną mego życia, lub dobrą przyjaciółką. Pieniądze zapewniałyby mi tłumaczenia [o ile dane mi będzie opanować jakiś język prócz angielskiego], ewentualnie artykuły. W idealnej wizji, miałabym sklep [coś na kształt Świata Kawy], lub kawiarnię. Zimne wieczory, spędzałabym na werandzie, przykryta kocem i popijająca ciepłą kawę. Gdybym np. mieszkała z Ulą, miałybyśmy stos gazet i wymieniałybyśmy się ciekawostkami. Gdyby miast Uli był mężczyzna życia, też chciałby znać ciekawostki i dzielić się nimi ze mną. Nasz dom słynąłby z gościnności. Sąsiadki i znajomi często wpadaliby tylko tak, na coś słodkiego. Albo na spacer nad oceanem. Nasz dom, byłby właściwie ruderą, ale odnawialibyśmy go kawałek po kawałku. Nic z ikei, meble musiałyby mieć duszę. Musiałby być wspaniałe. W domu powiesiłabym obrazy i zdjęcia znajomych. Moja kuchnia byłaby cała żółta. Pełna ziół i przypraw i różnych forem do ciast i patelni. Taki układ w ogóle mógłby być kuchni jak na obrazku. Pachniałoby właśnie w niej przyprawami i całym innym syfem.
Ale kwiatków bym nie chciała, chyba że osoba z którą bym mieszkała by je podlewała, bo ze mną żadna roślina nie wytrzyma. I jeszcze bym chciała, żeby w spiżarni było dużo przetworów i smakowitości. I słodycze i ciasta, jakby ktoś przyszedł. I zapas kawy i herbaty. I wino. Ocean wina. A stół mógłby być z drewna. I krzesła też. I podłoga. Na stole biała serwetka, taka zrobiona na szydełku. Może się w końcu nauczę, a jak nie to od kogoś wycyganię. Obowiązkowym sprzętem byłby ekspres do kawy. I piekarnik. A przyprawy przechowywałabym w takich ładnych pojemniczkach. W oknach firanki. Ale nie takie wymyślne. Zupełnie proste, delikatne. Ot, takie sobie firanki. Drzwi mogłyby mieć fantazyjny kolor. Np. Niebieski. Niebieskie drzwi. Tak, to byłoby fajne.
obrazek domu- z wspaniałego bloga fotograficznego Photo Pumpkin Polecam po stokroć.
2 comments:
dziewczyno.! jak ja Ciebie podziwiam.! .;*
Hej, Ty! Umiem robić na szydełku i jestem rzadkim przypadkiem greenfingers - pod moją opieką wszystko wyrośnie ;) To jak, adoptujesz mnie? ;)
Prześlij komentarz