wtorek
Bardzo, bardzo, bardzo lubię "Reality bites". Abstrahując od faktu, że to film Ben Stillera, którego nie darzę zbyt dużą ilością szacunku i sympatii. Dlaczego go lubię? Po pierwsze, bo pojawia się tam chłopiec-postać z moich snów. Troy Dayer. W tej roli oczywiście piękny Ethan Hawk. Po drugie, bo główna bohaterka, Lelaina Pearce ma podobny stosunek do rzeczywistości jak ja. Po trzecie, bo w tym filmie znalazła się według mnie jedna z najwspanialszych scen miłosnych w historii kina. Jest bardzo robocza, bardzo rozebrana na części i fragmentaryczna, ale i tak na końcu spaja się w jedną całość i płynnie przechodzi w treść filmu.
Która to scena?
Ta podczas której leci piosenka U2 "All I want is you". Jakkolwiek można lekceważyć U2 i wyśmiewać Bona, jego okulary i psyche, to dla tej pieśni [i kilku innych na dobrą sprawę] będzie miał w moim sercu zawsze wielki szacunek. Podczas tej sceny, Stiller pokazuje jak można za sobą tęsknić, kiedy wie się, że się kogoś kocha, i kiedy czuje się pod skórą, że bez tej osoby być się nie może. Winona Ryder [jako Lelaina], po kłótni z Ethanem [Troyem], wraca do pustego mieszkania. Widzi kanapę na której pocił się przez tyle dni wstecz. Idzie do baru, widzi go w każdym wchodzącym, długowłosym, zaniedbanym chłopcu który tam się pojawia, wreszcie robi pranie i znajduje jego bokserki pośród swoich rzeczy. Drobiazg ten zwykł ją bardzo irytować. Ale teraz, kiedy go kocha i kiedy tęskni, to nie ma znaczenia. Taki pół-smutny uśmiech, pochylenie głowy i whatever, i just want him back! I w końcu scena with a cigarette. Ona leży na łóżku, niemalże poetycznie podnosi papieros do ust i pociąga. I on dokładnie robi dokładnie to samo w tej chwili. Nawet nałóg wie, że są sobie przeznaczeni. I potem, piosenka trwa [świetny motyw instrumentalny] i film ze zwykłego momentu 'refleksji' wraca, znów się toczy.
Masterpiece.
Muszę to dziś zobaczyć.
3 comments:
grimozarombiastire odblokowane, przerwa swoiście techniczna, ale teraz już można używać z przyjemnością. Pozdro kiss kiss!
ja lubie Bono :) czy tam Bona,nie wiem czy się odmienia :]
i ''Orbitowanie bez cukru'' też, chociaż pojęcia nie mam skąd wytrzasnęli takie tłumaczenie tytułu ;P
grimo-> it's about time! tęskno już za notkami u Ciebie [pełno kurzu tam było już:P]
monroe-> Bono jest trochę... lanserski. te okulary, itd:) ale to moja prywatna opinia:) głos ma przyjemny:). Faktycznie- tytuł ni z gruszki ni z pietruszki, ale pasuje mi do tego. Jak sądzisz? Taki finezyjny, co nie?
Prześlij komentarz