wtorek

Bardzo stresujące parę dni. Myślę, że moje miejsce jest na Islandii. [niekoniecznie u boku chłopców z Sigur Rós, ale oczywiście nie pogardzę] Tylko i wyłącznie w nie-ciepłym klimacie będę w stanie normalnie funkcjonować. Jestem Jesienią, nic na to nie poradzę. To stan umysłu! Wpływa to także na wybór moich ulubionych kolorów, oraz na fakt że kocham swetry i jesienne buty. I deszcz. Ale deszcze jest po za kategorią.

Ilekroć myślę sobie o przyszłości, mam wrażenie, że to wszystko jest żartem. Bardzo zabawnym, nie powiem, ale cokolwiek męczącym już mnie. Czasem myślę, że na nic nie ma wpływu i wszystko jest jedynie kombinacją przypadkowych rzutów kostką gdzieś wyżej. Albo grą bóstw podobnych do tych z ksiązek Pratchetta.

W "Szkole Złamanych Serc" pisali maturę. ZUPEŁNIE nie tak jak u nas. Po pierwsze, wszyscy byli ubrani zwyczajnie. Po drugie, pisano w klasach a nie na dupnej sali. Po trzecie, można było wpaść w środku egzaminu i zacząć sobie pisać. Po czwarte, można było sobie przynosić rzeczy na szczęście.

Ssanie w brzuszku.

1 comments:

Anonimowy pisze...

niech te wakacje się nie kończą - co ja zrobię, kiedy słowo 'matura' lub 'maturzysta' nagle zaczną dotyczyć mnie?!