środa
Miałam dziś jedną z niewielu szans w moim życiu teraźniejszym, do spędzenia samotnego popołudnia. Moja kochana współmieszkanka poszła kicać na wuef (wielki calus dla człowieka który wymyślił fizyczną edukację na studiach), a ja rozpłaszczyłam się bestialsko w sposób tak intymny, jak tylko można, kiedy zostaje się samemu. Kocham moją współ, jednak muszę powiedzieć, że te chwile oddechu od ludzi w ogólności, w sposób wręcz magiczny odświerzają mi akumulatory. I tak mogłam się zaczytać moją zdobyczą biblioteczną, mianowicie Zadie Smith (odświeżająca. poruszająca. po prostu wspaniała). I coś tam, gdzieś tam w którymś kościele mi zagrało melodyjnie tak, jak tylko może grać, gdy czyta się słowa Piękne i Ważne i Dobre i jest się samemu, i nasze reakcje nikogo nie obchodzą. Człowiek jest sobie sam całym wszechświatem, a Słowa Pisane wchodzą w mózg tak ABSOLUTNIE. Człowiek czuje się nimi zadrukowany, wręcz przepełniony po kresów kres. Wielka fajność, takie oddzielenie. Tak sobie myślę, że gdyby tak przyszło spędzić mi życie- samotnie, to nie byłoby to może najgorsze z wszystkiego. Choć myślałam, że to jest właśnie apokaplipsa absolutna, Armagedon, na który należy wezwać Bruca Willisa, bo on przecież pomoże. On uratuje. Ale chyba jest trochę inaczej. Bruca chyba jednak nie potrzeba. Niech on ratuje inne światy, szklanych pułapek przecież dookoła pod dostatkiem. I think i don't need saving anymore.
1 comments:
Tak mnie tylko natchnęło, że w wolnym tłumaczeniu z polskiego na chorwacki, "Szklana pułapka" to "Staklena klopka" (w rzeczywistości to "Umri muški") i tak jakoś generalnie traci na hardości... ;)
Prześlij komentarz