wtorek

Spotkałam dziś kolejną wielką mentalną miłość mojego życia, która nie tylko uczepiła się mojej głowy jak tanie rzepy produkcji chińskiej, ale i popycha mnie do bycia lepszą osobą na wielu różnych frontach (oczywiście intelektualnych). I tak wraz z włosami, ubrankami i wszystkim tym nowym-grudniowym rozpoczynam kolejny rozdział w moim życiu. And I feel so good about it!
>>koniec dobra na dzień dzisiejszy<<

Dla kontrastu, nie-intelektualnie dopuściłam się dziś strasznej nieprzyzwoitości. Za to w imię idei wyższej sprawiedliwości. Troszeczkę (no dobrze, dość mocno) podkopałam koleżankę z roku, która generalnie olewa zajęcia, chodzi na drugie terminy (bo zna pytania), z wf zwalnia się bo ją boli ręka (na badmintonie UO ręka nie ma prawa boleć), na uczelnię kserować nie chodzi (bo przecież ma 30 minut!) i generalnie wielość podobnych przykładów. No i wkurzona zaistniałą sytuacją i faktem, że cała grupa pracuje na oceny które ma bezproblemowo w drugim terminie ta panna, Zabrałam Głos. I nie powiem- jest mi trochę szaro, miałam karmiczną zemstę losu w przybytku domniemanego zła w którym pracuję, ale jakoś z innej strony- uff. Ulżyło mi. Swoją drogą karma mnie powala. Jeden taki wybryk (przecież niekoniecznie jednoznacznie zły) i już: bus spóźnia mi się 35 minut, w pracy mam totalnie rozpie.... grafik i całą zmianę wykonuję czynności mniej lub bardziej irytujące mnie samą. Dzieci, let's all learn from Ania: don't mess with da Karma.

Jako magiczną praca nr.2 tłumaczę na portal dla polaków za granicą teksty o konkretnych miastach UK. I co? I dziki kraj! Skalpy na drodze, gwałciciele siejący rzeżączki i kiły, nożownicy i mordercy zwykli.... To jest ta brytyjska codzienność. Cóż. Moja miłość do UK zdecydowanie osłabła.

Dla zainteresowanych: Koło Naukowe Języka Biznesu ruszyło i pilnie pracuje:) ale o samym pomyśle- kiedy indziej.

2 comments:

Anonimowy pisze...

Twój słodki pracodawca w Chinach ma nazwę dźwiękowo mu podobną, ale niosącą również pewne znaczenie. według "mojego" pana Chińczyka jest to mniej więcej: aby jeść, trzeba pracować :)

Anonimowy pisze...

jest to prawda ponadczasowa:)