piątek

Bardzo ciekawie jest spotykać starych dobrych przyjaciół, po długiej przerwie w widzeniu się. Jest taki wielki niedosyt, który przejawia się we wszystkich zmysłach. Oczy chcą się nacieszyć widokiem, uszy usłyszeć ten dobrze znany, kochany głos, ręce same tykają, w nadziei na jakikolwiek kontakt, nos chciwie wchłania oswojony zapach. W pierwszej chwili, w głowie pojawia się tyle rzeczy, które chce się powiedzieć, że trudno wybrać te najbardziej właściwe słowa. Zaczyna się więc lekko, jakąś anegdotką, czymś co nas spotkało w ostatnich dniach. Czasem przerywa się mówienie, po to tylko, by napatrzeć się do syta. Po chwili, ma się wrażenie, że dana osoba nigdy się z nami nie rozstała. Tak jakby ktoś po prostu jakiś czas temu nacisnął pause, a teraz spokojnie sobie resumował i wszystko gra dalej. Może to jest właśnie definicja przyjaźni? Dwoje ludzi, którzy niezależnie od tego, ile czasu mija od ich ostatniego spotkania, potrafią się zrozumieć, dogadać, odczytać? Zacząć wszystko od momentu w którym się wstrzymało? Anyway, it's comforting.

2 comments:

ulul pisze...

:)
cieszę się, że jesteś :*

Anonimowy pisze...

wiesz, jak tak nie mam. ci najlepsi byli przy mnie na studiach cały czas, mimo odległości, w telefonach, w sms-ach na dzień dobry, przyjeźdzali na weekendy, reszte przyjaźni zabiła odległość, czas i chyba brak chęci. teraz po roku, to już nie to samo, to są inni ludzie, niedostatek pozostał. sentyment do ludzi, któtrzy niby są, a jednak już nie dla mnie.