wtorek

Dziś będzie o życiu i pierogach. W odwrotnej kolejności. No bo cała historia zaczyna sie tak, że w sieci sklepów Lewiatan zakupiłam sobie woreczek pierogów z truskawkami. Miałam je zabrać sobie do Opola i spożyć w naszej małej kolektywnej jadłodajni Daria-Paweł-Ja. Nie zabrałam. Dziś, wiedziona instynktem przeszukiwałam otchłanie zamrażarki w poszukiwaniu czegoś dobrego na kolację. Odnalazłam wyżej wymienione pierogi. Przygotowałam sobie talerzyk, było ich w sumie 10. Jadłam je sobie słodko, jednocześnie gadając z Ulą przez gygy. Jak to zwykle podczas naszych wciągających konwersacji, nie patrzyłam na to co jem. Wsuwam, wsuwam i tu nagle wielkie ŁOOO. Coś mi nie pasuje. Coś jest... słono kwaśne! coś jest KAPUŚCIANE. Zniesmaczenie tym większe, że całość pierogów posypałam sobie cukrem. Kapuściany pieróg z cukrem, pośród dziewięciu przyrodnich braci z truskawkami. Życie ewidentnie chce mi coś powiedzieć. Inne znaki przestały działać, ucieka się więc do dobrze znanego- zawsze działającego triku przesłania przez produkty spożywcze. To zupełnie tak jak wtedy, kiedy otworzyłam paczkę maślanych ciasteczek krakowskich i w środku pierwsze ciastko było połowicznie skonsumowane. aaaaaaa spożywczość mnie ściga.
Possible przesłania: nic nigdy nie jest doskonałe. nawet największa pewność może zostać zachwiana. patrz na to co jesz. nie oczekuj zbyt wiele. życie i tak zawsze zrobi po swojemu, nie ważne co pisze i gdzie pisze. nawet największa harmonia ulegnie zachwianiu. etc.
Zagadka wszechświata: które przesłanie jest właściwe? jak to tak? co się dzieje? i jeszcze: skąd wszechświat wie, że nic mnie tak nie przeraża jak odgłos bijącego serca i udziwnienia spożywcze?
2 comments:
Thanks for posting, Anek. Very good food.
have a good day
thanks:)
Prześlij komentarz