niedziela

kolejny tydzień przeciekł mi przez palce, wbrew zapowiedziom wielu, uczę się gorączkowo i zdecydowanie zbyt dużo. rzeczywistość mnie męczy. nie zawsze i nie wciąż, ale męczy. szczególnie wtedy, kiedy łamię zasady stworzone przeze mnie samą. kiedy daję się wciągnąć w puste dyskusje, kiedy marnuję czas na coś totalnie niepotrzebnego.

pisanie w stanie nieważkości. nie ma już nic, niczego nie będzie? szkoda? wymówka? za pięćdziesiąt lat znaleziony rękopis i wyrzut sumienia: czemu nie pisała? przez warunki mieszkaniowe. ot, różnie się w życiu dzieje, jane a byłaby bardzo niezadowolona. jak tu żyć nieustannie się bojąc tego, że żyć się nie będzie wcale?

proszę Cię, bądź mną przez cały tydzień. pod lupą badaj każdy oddech, każdy ruch najmniejszy. pomieszkaj w mojej głowie, pooddychaj moim powietrzem i proszę Cię, tak bardzo Cię proszę, powiedz co ze mną jest nie tak, że pod palcami ciągle czuję jak coś [coś ważnego, coś co ma znaczenie] mi umyka.

tysiąc przemyslanych minut, rezultatu brak. i tylko tyle.

1 comments:

Anonimowy pisze...

nic z tego nie rozumiem. ;)