niedziela

niesłychane jak przecieka mi grudzień przez palce. jak ślepo chce mi się zaczynać od nowa i nie zważać na wszelkie dowody na niemożliwość życia po swojemu. wszystko ulega zeschemaceniu, jest uczelnia, jest wkuwanie, kilka chwil z ludźmi, o których lubię myśleć, że w jakimś stopniu są moi. poranki zimne i przejrzyste, totalnie bez niedomówień.

chciałabym, żeby wszystko pewnego dnia się zmieniło.

ale póki co, wybieram kolorowe prezenty, zastanawiając się, ile tak naprawdę sensu może być w ich ofiarowaniu. patrzę na filmy o zyciach tak bardzo różnych od mojego i myślę o przyjaciołach których kiedyś znałam, i o tym jak zmienił ich czas i życie.

w opolu wyciekł gaz. dużo dużo gazu. milion tabliczek zabraniających palenie, milion no smoking sighns. i pan robotnik w żółtej kamizelce, głęboko zaciągający się papierosem.

i tak naprawdę myślę, że On popełnia błąd, i że nie będzie szczęśliwy. ale skoro to jego błąd, to jak mogę cokolwiek z tym zrobić?

normalnie w przyszłym tyg zrobię sobie winampową wróżbę na nowy rok:)

napisz do mnie długi list, taki papierowy i bardzo osobisty, i napisz tam wszystko co chcesz mi powiedzieć. i nie pomijaj tego, jak bardzo się boisz i tego jak bardzo wszystko się popsuło. i daj mi go z lekkim uśmiechem, wiedząc, że to pomoże nam obu.

2 comments:

Anonimowy pisze...

że, jaką wróżbę sobie zrobisz.?

Anonimowy pisze...

winampowa:)


Anno! spotkaj sie ze mna... :(


tesknie:(