poniedziałek
No i sie złamałam. Zarzekałam się że nie, ale to zrobiłam. Widziałam Death Proof. Miałam czekać na Planet Terror i zrobić sobie hiper grindhousowe experiance, ale wszystko trafił szlag i jak dobrze że stało się właśnie tak! Przede wszystkim, odkryłam nieznane do tej pory obszary kobiecości, do których owszem mam dostęp. Ponadto, mam CELE. Nowe CELE! Kiedy to ja ostatnio miałam cele? dawnooooo. Quentin, my love, I knew you can do it:)
No i znalazłam całe mnóstwo muzyki to die for.
I konwencję, którą mam pod skórą.
I każdy Pan może być moim, jeśli tylko mi powie: Hey Butterfly, I'm your "kinda cute, kinda hot, kinda sexy, hysterically funny but not funny looking guy who you can fuck". Nie chodzi o dosłowność. Chodzi o ideę.
Już szukam kastanietów.
3 comments:
Haha! I ta optymistyczna scena pod koniec, warto było dla niej czekać! ;)
taaa. film wymiata.! ja też mam tony nowej super muzyki, co dziwne trochę nie pasującej do moich wcześniejszych upodobań. ludzie, co się z nami dzieje.? pozdrawiam.;*
Może zmieniamy się na jesień? Ja na pewno ;) Btw, czy pamiętacie kreskówkę o ludku z żołędzi, który mieszkał na drzewie? ;) Pytam serio, polski tytuł brzmiał "ołkidołk", podejrzewam, że człon "ołki" miał coś wspólnego z dębem ;]
pzdr :)*
Prześlij komentarz