piątek
Dzisiejszy dzień już od samego rana pachniał niefajnością. Był całkowicie taki jak w tej piosence The Weepies. Zrobiłam mini obrazeczek z zespołem i tekstem, for your viewing plesure, żeby każdy zainteresowany dokładnie wiedział jaki dziś miałam nastrój.
Ostatnio moje życie jest takie... jakby to dobrze określić, nie wdając się w sentymentalne brednie i kiepskie metafory. Ale chyba na tym się skończy, bo tylko kiepskie metafory mogą określić taki nastrój [wracając do porównań piosenkowych, to trochę jak "Gloomy Sunday", ale o wiele bardziej
]. To trochę tak, jakby mieć bardzo fajny przepis na danie, które potrzebuje bardzo dużo jakiejś przyprawy, i właśnie ta przyprawa determinuje o smaku całego wyrobu. I ja nie mam tej przyprawy. Moje życie jest zaskakująco bez-przyprawowe. Miliony pomysłów na życia i brak czegoś, co temu wszystkiemu nada sens i kierunek.
Oczywiście, mój gloomy nastrój dał się we znaki Dziewczętom, które dzielnie planują ze mną wakacyjną PRZYGODĘ w górach. Kobiety, wino i śpiew, dziewicza puszcza i wielość artystycznych uniesień, całe mnóstwo przygód i odpoczynek, wielki odpoczynek.
Zastanawiam się, czy szpitale specjalnie urządzają swój wystrój by tak odstraszać ludzi. Czy te bladoniebieskie ściany Rydułtowskiego przybytku [jak nic kojarzące się z trupem] zostały dobrane jako swoiste memento mori dla przebywających tam osób, czy też przypadek i cena odegrały kluczową rolę w procesie decyzyjnym. Nic nie poprawia nastroju tak, jak kolor tych ścian, beż podłogi i wielkie plakaty: "Palenie zabija". Sweet.
Może jest podręcznik? 'Jak optymalnie urządzić szpital, by pacjenci nie czuli się tu zbyt dobrze i swobodnie'.
Po za tym, mój zabójczy talent do wyciągania zwierzeń znów dał się we znaki. Pierwszy raz, na parkingu, kiedy nieśmiało zapytałam pewną panią, czy nie wie może gdzie jest pani co sprzedaje bilety parkingowe. Otworzyłam całą szafkę zeszłego tygodnia tej pani, pełna szczegółów na temat jej parkingowych przygód. Potem, wracając na ten sam parking, spotkałam w końcu panią od biletów, która zaczęła mi się zwierzać z nędzy jej życia- jak to pracuje i pracuje bez przerwy i wytchnienia, sprzedając po 2 złote bilety parkingowe, które i tak ludzie potem wyrzucają.
// na koniec wielka linka do The Weepies. Uwaga na głośniki, bo strona jest z muzyczką. Ładną na dodatek.
3 comments:
bo piekne szpitale,w ktorych chce sie zostac, sa tylko w ameryce i w lesnej gorze z doktor zosia na czele, i lekarze i pielegniarki, ktorzy zawsze maja czas na rozmowe o zyciu i ulecza twoja dusze ;)
oł... need a hug.? ;>
yes, i DO need a hug. or, instead, a 2mm pistol:)
monroe- ja bym najchętniej się leczyła w Seatle Grace, wśród Chirurgów. A doktor zosia już nie ma czasu, bo miała raka. za to taki latoszek.... och, czemu moje życie nie jest serialem?
Prześlij komentarz