poniedziałek
Kocham rosyjskich powieściopisarzy. Jedno, że są totalnie modni, cool, trendy i cały zestaw obco brzmiących słów. Oni po prostu sobie piszą. Słów cały ocean. Miłość, choć miłość jest utartym tematem, nie ważne! Jest miłość w myśli, powinna być na papierze.
Powyższe przemyślenia wynikają z lektury Anny Kareniny.
Ogólnie rzecz biorąc, zaczęłam sobie mały projekt, pod wdzięcznym tytułem Wysypisko Śmieci. Polega on na tym, że w zeszycie z prawdziwego zdarzenia, spisuję wszystko co miało na mnie jakikolwiek wpływ do tej pory. Po pierwsze, ma mi to pomóc skontaktować się z "wewnętrznym ja", jak twierdzi cała seria dobrych poradników samopomocy, które z taką pasją czytam od czasu matury. Po drugie, pomaga mi to poukładać rzeczy w jakimś porządku. Po trzecie, ze zgromadzonego materiału powstała cała siatka wspomnień. Moim celem jest zakończenie gromadzenia i przemyśliwania mojego życia do końca września. Tak by październik zacząć z nowym zeszytem, na nowo. Taki sobie projekt.
Mam nową miłość muzyczną. Zespół The Mountain Goats. Kocham. Wielbię. G E N I U S!
Jest coś wielce niepokojącego w angielskiej adaptacji "Doktora Żywago". Cały zastęp anglików, reprezentantów młodego pokolenia, pokolenia pepsi i mc donalds udaje rosjan carskiego niedostatku, wysławiając się piękną angielszczyzną z wspaniałymi angielskimi akcentami. Jako piękna Larysa nie kto inny jak panna Keira Knightly, która za swój piękny, angielski akcent zdobyła nawet nagrodę British jakiegośtam Society, obok Seana Connery i całego zastępu jemu podobnych well-pronounced people.
0 comments:
Prześlij komentarz