wtorek
Wymyśliłam sobie pewną teorię. Otóż- każdy z nas, od początku świata ma wiele wcieleń, i wszystkie złe i nieprzyjemne rzeczy które nas spotykają [dobre też] mają wpływ na nasze przyszłe życia. I tak na przykład, moja nienawiść do niemieckiego i jednoczesna fascynacja i przyjemność w słuchaniu rosyjskiego może wynikać, na ten przykład z faktu, że kiedyś byłam sobie Rosjanką, która zginęła na wojnie z ręki złowieszczego Niemca. A moja miłość do ryżowych kółeczek może wynikać z poprzedniego życia na farmie tegoż specyfiku. Życia pełnego miłości i dobrego smaku. Moja teoria niestety nie rozwiązuje problemu większej ilości ludzi na świecie teraz niż w przeszłości. Chyba, że za każdym razem, jak ktoś prowadzi złe życie, to się rozszczepia. Coraz więcej jest ludzi, bo coraz gorsi się stajemy. Dziwne dziwności.
Po za tym, kocham kocham Terrego Prachetta i jego humor. I postać Śmierci. Śmierć jest jak mój Pan Los.
0 comments:
Prześlij komentarz