piątek
Skończyłam ostatecznie czytać "Orlanda" Virginii Woolf . Książka okazała się DZIWNA. Gdzieś przed samą połową, tytułowy Orlando zmienił się w Orlandę [też bym sie zmieniła gdybym była chłopcem], po czym dalej żył/a przez kilka stuleci. Od wieku szesnastego, po dwudziesty. Choć zasadniczo, niekoniecznie tylko po dwudziesty. Akcja powieści na dwudziestym się kończy. Szalona postać, mogła przetrwać i do dnia dzisiejszego. Orlanda, będąc już kobietą, poszukuje dwóch rzeczy ponad wszystko: "ŻYCIA i AMANTA". Pomysł ten bardzo mi się spodobał. Znaleźć życie i amanta. Ale z drugiej strony, przecież ja tak bardzo nie lubię się wysilać. Wysiłek to zdecydowanie nie jest to co lubię. Po za tym, znudzona Orlanda ostatecznie porzuca swoje poszukiwania, pada na trawę, po czym daje się ZNALEŹĆ, swojemu mężowi. Nie mogę uwierzyć, że nigdy dotąd nie czytałam tej książki!
Co się może podobać w "Orlandzie"
- fabuła , szalone przygody głównej postaci dają dobrą porcję wspaniałej rozrywki
- narracja, Virginia burzy dystans pisarz/czytelnik, i wprost wyraża swoje liczne niepokoje związane z postacią, która "wymknęła się spod kontroli" i zaczęła żyć własnym życiem.
- postacie inne, wśród nich całe grono znanych pisarzy/poetów, takich jak Pope, Shelley i Swift. Zacne persony bywają u Orlandy na herbacie.
- przemyślenia tytułowej postaci, Orlando/a posługuje się bardzo prostym, pełnym logiki sposobem myślenia. Nie utrudnia konceptów prostych, nie bierze do siebie uraz, jest po prostu wspaniały/a
Cytat na zachętę:
"Zostaliśmy zatem zupełnie sami w pokoju ze śpiącym Orlandem i trębaczami. Trębacze, ustawiwszy się w szereg według porządku, po raz ostatni dmą co sił w płucach:
-PRAWDA!
Na co Orlando przebudził się. Przeciągnął się. Uniósł. Stanął przed nami zupełnie nagi, a ponieważ surmy dęły: Prawda! Prawda! Prawda!, nie mieliśmy wyboru jak tylko wyznać- był kobietą. "
0 comments:
Prześlij komentarz